Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dwóch 14-latków, którzy wracali wczoraj ok. godz. 15.30 ze szkoły w Rudzińcu, weszło na zamarznięty staw. Wtedy lód się pod nimi załamał. Jeden z chłopców sam wydostał się spod wody. Drugi pozostał pod powierzchnią. Wyłowili go dopiero po 90 minutach członkowie specjalistycznej grupy ratownictwa wodno-nurkowego.

Od razu zaczęli reanimować chłopca. Reanimację kontynuowano potem w helikopterze Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który został wezwany nad staw, i którym przetransportowano chłopca do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka.

– Chłopca przywieziono do nas około godziny 18. Cały czas kontynuowaliśmy reanimację, także w trakcie przewożenia chłopca na salę operacyjną – mówi dr Piotr Stanek, szef oddziału kardiochirurgii w GCZD.

Przebywał pod wodą półtorej godziny

Tu otwarto chłopcu klatkę piersiową i podłączono go do ECMO. To zaawansowana aparatura, która zastępuje jednocześnie pracę serca i płuc. Lekarze zaczęli stopniowo ogrzewać ciało chłopca, które w momencie, kiedy został przewieziony, miało tylko 20 stopni.

– W tej chwili chłopiec przebywa na naszym oddziale pooperacyjnym. Ma niewydolność wielonarządową. Poza ECMO jest także podłączony do sztucznej nerki. Utrzymujemy go w stanie śpiączki farmakologicznej.

Lekarze określają stan chłopca jako bardzo ciężki. Odmawiają także odpowiedzi na pytanie o rokowania.

Przebywając półtorej godziny pod wodą, chłopiec nie oddychał. W normalnych warunkach mózg bez tlenu obumiera już po kilku minutach. Jednak w stanie hipotermii, czyli oziębienia organizmu, proces ten jest powolniejszy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.