Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przesunięcie Martina Konczkowskiego z prawej obrony na prawe skrzydło to jedna z bardziej spektakularnych decyzji Waldemara Fornalika w tym sezonie. Od kiedy piłkarz gra wyżej, boleśnie odczuły to Lech, Arka, Śląsk i Górnik, a Piast w tych czterech meczach zanotował komplet punktów. Za plecami Konczkowskiego gra Marcin Pietrowski i współpraca dawnych konkurentów do miejsca w składzie dobrze się układa. Czy będzie tak dalej, będzie można się przekonać już w niedzielę o 15.30. Piast podejmuje Miedź Legnica.

Paweł Czado: Gdyby tak jak Piast ostatnio grały Wisła albo Legia, byłoby o nich dużo głośniej niż obecnie o Piaście. Nie macie więc pewnie tak wielkiej presji, choć przecież kibice w całej Polsce zwracają na was uwagę i widzą, że Piast gra dobrą piłkę. Moje pytanie o stres: woli go pan unikać czy, jako piłkarz, który chce osiągać coraz więcej, raczej z nim oswajać, przyzwyczajać do niego? Na pewnym poziomie stres towarzyszy futboliście czy tego chce, czy nie...

Martin Konczkowski:  Wiadomo, że presja jest coraz większa. Jeśli nie wygramy najbliższego meczu z Miedzią, to być może pojawią się głosy, że to jednak duże rozczarowanie, a jeśli wygramy – to będzie tylko słychać, że zrobiliśmy swoje, że tak powinno być. Ale mamy dobrą, doświadczoną drużynę i myślę, że pod względem mentalnym nie powinno być problemu. Powinniśmy grać swoje bez względu, czy presja będzie rosnąć, czy będziemy w ciszy.

Martin Konczkowski z Piasta GliwiceMartin Konczkowski z Piasta Gliwice JAN KOWALSKI

Ma pan jakiś sposób na rozładowanie stresu? Spacer, książka, może gra komputerowa?

Pomaga mi muzyka, której słucham głównie w dniu meczowym, przed spotkaniem. Nie mam konkretnych preferencji. Mam jakieś składanki, co w danym dniu mi się spodoba.

Niedawno rozmawiałem z Marcinem Pietrowskim, chwalił sobie współpracę z panem na prawej stronie. Czy fakt, że wcześniej był pan obrońcą, a teraz jest skrzydłowym i rozumie doskonale sposób gry kolegi, ma jakieś znaczenie dla faktu, że w duecie możecie być po tej stronie groźniejsi?

Myślę, że tak. Grając przez tyle spotkań na prawej obronie, wiem, jak chciałbym, by grał prawy pomocnik. Dlatego teraz staram się spełniać założenia, żeby pomóc Marcinowi.

Tak samo w ofensywie wiem mniej więcej, kiedy Marcin się podłączy i kiedy zagrać mu piłkę. Myślę, że to na pewno dla Marcina i dla mnie jest na plus i w dotychczasowych spotkaniach nasza współpraca wyglądała naprawdę nieźle. Właściwie rozumiemy się bez słów, większość robimy między sobą na boisku i sobie pomagamy wręcz z automatu.

Kiedyś trenerów szczególarzy było mniej, teraz jest ich więcej. Zgodzi się pan z opinią, że Waldemar Fornalik dba w Piaście o szczegóły? Ciągle myśli o tym, żeby drużyna grała lepiej, i wymyśla nowe rozwiązania. Przykładami może być zmiana pozycji dla Joela Valencii ze skrzydła na miejsce za napastnikiem czy pan, który przeszedł z obrony na skrzydło.

No tak. Myślę, że dopracowanie szczegółów, małych rzeczy przynosi potem te duże, daje większe efekty i nowe możliwości, bo mogę zagrać na kilku pozycjach. Tak samo Joel może zagrać na skrzydle i może na „dziesiątce” – zawsze to utrudnienie dla przeciwnika. Tak jak w meczu z Lechem – pewnie nikt się tam nie spodziewał, że mogę zagrać na pomocy. Jest to na plus dla trenera.

A co pan pomyślał, kiedy dowiedział się o propozycji Waldemara Fornalika, żeby zagrać na skrzydle? Wiadomo, że piłkarze trenerom nie odmawiają, bo jego notowania mogłyby spaść... Miał pan jakiś cień obawy czy raczej się pan ucieszył, że jest szansa na nowe doświadczenie?

Na pewno z racji właśnie nowych doświadczeń, możliwości gry do przodu, a zawsze mnie tam ciągnęło – przyjąłem to dobrze. Wiadomo, że doświadczenia z gry na tej pozycji dużego nie miałem, ale pozytywnie się nastawiłem. Powiedziałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby pomóc drużynie, żeby wypaść jak najlepiej i dobrze się zaprezentować.

Pańskie dośrodkowania dużo dają drużynie, w której pan gra, ale nie zawsze tak było? Piłkarz może uczyć się całe życie...

Kiedyś z tych centr nie byłem zadowolony. Pierwszy zwrócił mi uwagę jeszcze trener Jan Kocian w Ruchu. Wtedy te dośrodkowania dosłownie i przenośni stały na niskim poziomie. Były za krótkie, zazwyczaj pierwszy zawodnik, który stał, je wybijał. Trener Kocian do mnie podszedł i pokazał, którą częścią stopy uderzać. Nie było tak, że ja tę samą częścią stopy uderzyłem i dośrodkowanie od razu było wspaniałe (uśmiech). Ale właśnie wtedy zmieniłem nastawienie: postanowiłem sobie, że będę nad tym regularnie pracował i zmienię jakość tych zagrań.

Zawziąłem się, żeby poprawić ten element. Od dłuższego czasu wygląda to nieźle, ale nie jest tak, że już odpuściłem trenowanie dośrodkowań.

Tydzień w tydzień centruję i centruję. Szlifuję, kiedy tylko jest okazja. Staram się jeszcze bardziej „dopieścić” te dośrodkowania.

Ile centr tygodniowo pan wykonuje? Będzie setka?

Może być. Choćby wczoraj mieliśmy na treningu, na siłowni i na boisku. Zostałem po zajęciach i myślę, że koło dwudziestu wrzutek oddałem. To jeden dzień, więc jeśli policzyć też treningi, to w tygodniu pewnie zbierze się koło stu dośrodkowań.

Ma pan piłkarza, którego pan podpatruje w tym względzie?

Nie. Skupiałem się na sobie, żeby znaleźć tę odpowiednią część buta, którą mam dośrodkować, żeby było najlepiej. Myślę, że znalazłem, teraz pracuję na regularnością (uśmiech).

Wygraliście ostatnio w Zabrzu i jesteście już w pierwszej trójce. Dalsze cele na ten sezon?

Kolejny mecz. Do wszystkiego podchodzimy ze spokojem, jeszcze wiele może się zmienić. Wygraliśmy cztery spotkania z rzędu, ale na pewno nie czujemy, że na pewno będziemy na pudle na koniec sezonu czy coś w tym stylu. Mamy wiarę we własne umiejętności i ciężko trenujemy.

Jesteśmy teraz na trzecim miejscu w tabeli, pozycja jest bardzo dobra, ale tak naprawdę jeszcze nic wielkiego nie osiągnęliśmy.

Jest wiele do zrobienia. Wiadomo, że w meczu z Miedzią chcemy podtrzymać dobrą passę, a potem jest przerwa na mecze reprezentacji, więc będzie okazja znów „dołożyć” podczas treningów.

W tym roku kalendarzowym punktujecie najlepiej.

Zwycięska passa robi na wszystkich wrażenie, słyszymy dużo pochlebnych opinii, ale nie ma u nas rozluźnienia i hurraoptymizmu. Będziemy chcieli wygrywać dalej. Jest wiele do zrobienia.

Martin Konczkowski podczas treningu PiastaMartin Konczkowski podczas treningu Piasta JAN KOWALSKI

Może zdarzyć się, że coraz więcej drużyn będzie wychodzić przeciw wam ustawionych defensywnie, będą się bronić. Czy ćwiczycie więc nowe rozwiązania w ofensywie, żeby je zaskoczyć?

Scenariusz z defensywnym nastawieniem rywali jest możliwy. Teraz najważniejsze jest spotkanie z Miedzią, która zazwyczaj gra w innym ustawieniu niż większość drużyn, więc pod tym kątem też się przygotowujemy. Niemniej przede wszystkim skupiamy się na sobie, na ćwiczeniu własnych wariantów w ofensywie. Mamy tam kilka opcji, a trener w tym tygodniu pokazał nam kolejne. Będziemy chcieli więc z Miedzią potwierdzić, że nasza dyspozycja jest niezła, zagrać skuteczny i ładny dla oka futbol.

Gdyby nie był pan piłkarzem, to kim?

Bardzo trudne pytanie. U mnie trudno było znaleźć coś innego, odkąd pamiętam, biegałem za piłką. Może byłbym górnikiem? Jak ojciec?

Rozmawiał: Paweł Czado

Waldemar Fornalik o Konczkowskim

Martin zawsze miał inklinacje do bycia ofensywnym obrońcą, to było widać. Ale w poprzednim klubie w grupach młodzieżowych trenował jako napastnik. Wiedzieliśmy o tym i braliśmy ten fakt pod uwagę, wystawiając go teraz na skrzydle.

not.pacz

Martin Konczkowski

ur. 14 września 1993 roku w Rudzie Śląskiej

kluby: Wawel Wirek (do 2010), Ruch Chorzów (2011-2017), Piast Gliwice (od 2017). W ekstraklasie rozegrał 183 mecze i strzelił dwie bramki (jedną dla Ruchu i jedną dla Piasta)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.