Film „Arktyka” opowiada o katastrofie lotniczej w samym środku arktycznej pustki. Na pokładzie samolotu jest tylko jeden pasażer. Próbuje przeżyć, udaje mu się uruchomić radiostację. Na pomoc przylatuje śmigłowiec, ale maszyna się rozbija. Pilotka śmigłowca jest ciężko ranna, bohater filmu musi jej pomóc i przetransportować przez śnieżną pustynię.

Mężczyzna wyciąga ze zrujnowanej maszyny (tu zobaczymy właśnie Antonowa AN-2 z Gliwic) wszystko, co może być potrzebne do przetrwania i rusza przed siebie, ale surowa przyroda daje niewielką nadzieję na ratunek. Film zbiera bardzo dobre recenzje. Po raz pierwszy został pokazany na zeszłorocznym festiwalu filmowym w Cannes (Obok „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego).

Reżyser z Brazylii kupił „Antka”

Antonow AN-2, który możemy zobaczyć w „Arktyce”, latał w Gliwicach od 2000 roku. Wcześniej właścicielem maszyny było wojsko. Przez kilkanaście lat samolot wykorzystywany był do transportowania skoczków spadochronowych. W 2015 roku maszyna wystawiona na sprzedaż. – Szacowane koszty naprawy i remontów przekraczały wartość samolotu – mówi Beata Miącz-Pałka, dyrektor Aeroklubu Gliwickiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej